Długo już nie pisałam, jakoś nie było czasu. Weekend jak weekend !Dzisiaj o 15.55 na tvn leciał jeden z moich ulubionych filmów czyli Szkoła Uczuć.
Uwielbiam ten film. I oczywiście setny raz ryczałam. Ale jak tu nie ryczeć nie da się po prostu.
A oto opis filmu:
Każdej wiosny w małym portowym miasteczku Beaufort w Północnej Karolinie, kiedy wiatr od morza niesie zapach soli, Landon Carter (Shane West) wspomina swoje młodzieńcze lata spędzone z Jamie Sullivan (Mandy Moore), dziewczyną, która zmieniła jego życie. Jamie była pierwszą i ostatnią osobą, którą darzył prawdziwym uczuciem. Zupełnie inna niż szkolne koleżanki, nigdy nie dbała o to, by być taka, jak one. Jej wiara w siebie nie była uzależniona od opinii innych ludzi. Jamie, córka miejscowego pastora Kościoła baptystów (Peter Coyote), nie obawiała się okazywania innym, że wiara jest najważniejsza w jej życiu. Landon był zupełnie inny, nie wiedział czego chce od życia. Wolne chwile spędzał na robieniu głupich dowcipów. Jeden z nich miał niespodziewane zakończenie. Landon i jego kumple postanowili "przetestować" nowicjusza (Matt Lutz), który chciał dostać się do ich paczki. Inicjacja miała się odbyć w miejscowej fabryce cementu i polegać na skoczeniu do basenu. Nikt z nich nie wiedział, że jego dno pełne jest połamanych rur. Chłopak skoczył. Za chwilę wypłynął cały we krwi. Landon skoczył do wody, by go wyciągnąć. Przyjaciele uciekli. Uniknął więzienia, ale w ramach resocjalizacji musiał opiekować się uczniami, oraz uczestniczyć w próbach spektaklu w klubie dramatycznym. Zajęcia te miały nauczyć go wrażliwości na innych ludzi. Dzięki nim bliżej poznał Jamie, która również grała w tym spektaklu. Wkrótce Landon uświadomił sobie, że jest zakochany w niepozornej Jamie. Landon dzięki Jamie nauczył się patrzyć na świat w inny, na pewno lepszy sposób. Powoli między dwojgiem tych tak z pozoru różnych ludzi zaczęło rodzić się uczucie. Ich miłość zbudowana na przyjaźni, zaufaniu i pewności, że mają oparcie w drugiej osobie była nieskazitelnie czysta i szczera. Niestety los szykował im okrutną "niespodziankę"... Film jest ekranizacją świetnej książki Nicholasa Sparks'a o takim samym oryginalnym tytule: "A Walk To Remember", tłumaczenie polskie tego tytułu odbiega nieco od nazwy "Szkoła uczuć", bowiem nosi tytuł "Jesienna miłość".
Najpierw przeczytałam książkę, a dopiero potem obejrzałam film. Uważam, że mimo kilku zmian w scenariuszu oraz rozwinięciu, zmianie lub usunięciu niektórych wątków (film) genialnie oddaje klimat tej historii. Widz wczuwa się oglądając film, na tyle, że wydaje mu się, że jest obserwatorem, niekiedy uczestniczącym w rozgrywającej się akcji - być może przyjacielem/znajomym/sąsiadem zakochanych; Razem z nimi przeżywa wszystkie wzloty i upadki, szczęśliwe oraz smutne chwile, kłótnie, pogawędki, problemy, flirty... "Szkoła uczuć" na pewno nie jest filmem, który może być komuś obojętny! Jedni mogą go uznać za ckliwą historyjkę, inni za niesamowicie romantyczne przeżycie.
Niezwykłe jest w tym filmie to, że zawsze ma się mieszane uczucia!
Zazdrość - bo każdy chciałby przeżyć coś takiego, a jednocześnie:
współczucie, żal, pretensja, ciągłe pytania "Dlaczego?" - bo nikt nie chciałby przeżyć czegoś takiego...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz